30 listopada 2015

15.

Hejka! To znowu ja, Marta! Maks ledwo przeżył za zdradzenie naszych imion, ale mu się udało :P Przepraszamy za tydzień nieobecności, ale było naprawdę dużo roboty i mało czasu. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Rozdział przeciętny, ale okoliczności pisania były trochę niesprzyjające. Więc wybaczcie. Przy tej okazji chcieliśmy bardzo podziękować za ponad 1200 wyświetleń! Dla nas to naprawdę dużo i nie spodziewaliśmy się aż tylu w tak krótkim czasie. DZIĘKUJEMY!!! ♥
A teraz zapraszam do czytania! :D

Tydzień później umawiany się w trójkę w kręgielni na drugim końcu Londynu. Jest to pierwsze wyjście Elli od czasu naszej wielkiej ucieczki. Trema nas zżera, mimo że zrobiliśmy wszystko, by nikt jej nie rozpoznał. Ma ubrane luźne jeansy i bluzę kangurkę, chociaż nigdy tak nie chodzi, włosy spięła w kok i założyła duże zerówki. Nie przypomina siebie, ale nadal jest piękna. Przez cały tydzień, gdy jej nie widziałem, jej obraz był ciągle przy mnie i nie mogłem się go pozbyć. Cały czas wracał, chociaż nie chciałem i nie powinienem był o niej myśleć. Umysł jednak odmawiał posłuszeństwa i wciąż powtarzał nie kończące się 'Ella, Ella, Ella...'. Marzenie, by znów ją zobaczyć, dotknąć i usłyszeć jej głos było nieprzerwane. Teraz, gdy stoi przede mną, taka piękna i taka rzeczywista, mam ochotę olać Jareda i mieć ją tylko dla siebie. 'Człowiek zakochany jest zawsze w pewnym sensie idiotą'. Tylko czy można tu mówić o jakiejkolwiek miłości?

Wychodzimy z wielkiego domu Elli i kierujemy się do niezastąpionego Range Rover'a. Jest dość wcześnie (koło 17), ale zaczyna się robić chłodno. Chmury przemykają po niebie i zaczynają upuszczać drobne krople deszczu. Biegniemy do auta, żeby nie zamoknąć, a ja w duchu przeklinam klimat Londynu. Siadam za kierownicą i ruszamy. Rozdrażnienie, nie wiadomo czym spowodowane, ogarnia mnie bez reszty. Jadąc na sekundę patrzę w lusterko i kontempluję idealną twarz Elli, przez co prawie wjeżdżam w zaparkowane przy drodze auto. Z bijącym sercem słucham wrzasków Jareda.
  - Mógłbyś trochę uważać? Odwala ci ostatnio! Zakochałeś się czy co?! - Jar nawet nie wie ile w tym jest prawdy. To zdarzenie jednak przynosi mi dziwne uczucie. Nie jest to adrenalina, ale dzięki niemu widzę, jak dawno jej nie czułem. Tej jedynej, tej prawdziwej, gdy wisisz na granicy, ale jej nie przekraczasz. Ta, która kiedyś mnie motywowała. Przez ostatnie dwa tygodnie coś innego trzymało mnie przy życiu...

Po półgodzinie stania w korkach i okazjonalnej jazdy z prędkością 10km/h docieramy do kręgielni 'SuperShot'. Wnętrze jest miłe i ciepłe. Pod ścianą są ustawione duże kanapy, a wszystko jest utrzymane w odcieniach pomarańczy i oranżu. Przyjemny nastrój aż przyciąga do wejścia. W lokalu jest tylko kilka osób i dwie większe grupy, zajęte intensywną grą. Gdy wchodzimy, osoby przy stolikach patrzą na nas, ale dwóch facetów siedzących przy kontuarze wręcz lustrują nas spojrzeniami. 
 Niezmieszani ruszamy w stronę wolnej kanapy, gdzie zostawiamy rzeczy. Szybko przebieramy buty i zaczynamy ostrą rozgrywkę. Od początku wygrywam, co oczywiście nikogo nie dziwi. Prawie w każdej rundzie mam dwa razu więcej punktów.
  - Ethan! Możesz chociaż raz dać mi wygrać? Moja dziewczyna myśli, że jestem ofiarą! - Jared śmieje się i przewraca oczami. Kątem oka dostrzegam, że facet przy kontuarze ożywia się na dźwięk mojego imienia, zaraz wyciąga telefon i wstaje. Coś tu jest nie tak.
Gramy dalej, ale ja nie mogę się skupić. Mój szósty zmysł znowu mówi, że coś się szykuje. Jared i Ella myślą, że daję im wygrać, a ja nie chcę ich martwić. Może powinniśmy stąd wyjść? Nie, to może się źle skończyć. Ale zostać też raczej nie możemy. Nie wiem co zrobić.
  - Ej, grajcie chwilę sami. Muszę odpocząć.
  - No, co ty, Eth? Gramy wszyscy albo wcale. Idziemy z tobą.
  Ledwie odchodzimy od szatni, a w drzwiach pojawia się komendant londyńskiej policji. Przez ułamek sekundy zatrzymuje wzrok na drugim facecie przy ladzie, ale jest to prawie niewidoczne. Następnie dopełza zimnym spojrzeniem do naszej trójki, która dosłownie zamarza z przerażenia. Czuję, że reszta lokalu również przestała oddychać.
  - Ella Henderson? - pyta, wolno podchodząc do nas - pójdzie pani ze mną. Musimy omówić jedną sprawę.
  Ella blednie, zupełnie jak w dzień napadu przez Isaaca. Patrzy na nas błagalnie, ale odwraca się i idzie po swoje rzeczy. Po chwili wraca i staje przed komendantem. Dobrze wie co ją czeka.
  - Chodźmy - mówi głosem, który nie zdradza żadnych emocji. A my stoimy w bezruchu i patrzymy jak oddalają się szybkim krokiem. Co my narobiliśmy...

2 komentarze:

  1. To dopiero głowa, żeby stworzyć takie opowiadanie! Cudownie, będę śledzić dalsze częsci, na które czekam :D dziękuję za miłe słowa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIĘKUJEMY <3 Takie komentarze bardzo nas motywują :D

      Usuń

Dziękujemy za pozytywne komentarze, jak i krytykę. Przyjmujemy wszelkie sugestie i rady. :)