Nagle Ella znajduje się w ramionach Isaac'a z przyciśniętym do szyi nożem, a ja i Jared nic nie możemy zrobić. Patrzymy na siebie znacząco i zastygamy w bezruchu, gdy na szyi Elli pojawiły się krople krwi.
- ZOSTAW JĄ! - krzyczy Jared i wyrywa się do ataku, ale go zatrzymuję.
- Ani słowa, bo ta szmata zginie! - warczy Isaac.
- Isaac, zwariowałeś? O co Ci chodzi?! - syczę na mojego wroga.
- Jak się zrzekniesz pierwszego miejsca w hierarchii najodważniejszych to ją puszczę!
- Weź się uspokój, takie coś nawet nie istnieje. Zżera Cię zazdrość i tyle, bo nie masz tyle siły i odwagi co ja, matole.
Nagle nóż zaciska się jeszcze mocniej i Ella piszczy z bólu.
- ETHAN! - wydzierają się na mnie razem z Jared'em. Chyba nie pomagam...
- Dobra, dobra! - mówię z desperacją w głosie - przyznaję, że jesteś bardziej odważny i silniejszy, i o wiele lepszy w bezsensownym lataniu po ścianach budynków. Proszę, udław się.
Isaac wypuszcza Ellę, która osuwa się na twardą ziemię, zwijając się w kłebęk i szlochając z bólu. Jared pędzi do niej i bierze ją w swoje ramiona przyciskając swoje wargi do jej. Uśmiecha się przez pocałunek, a ja nie wytrzymuję psychicznie.
- Zaraz rzygnę tęczą, tacy jesteście słodcy - oznajmiam z udawaną słodyczą.
- Zamknij się. To nie ja jestem zdesperowanym singlem bez postawionych jasno wartości w życiu. - warczy na mnie Jared. Podnoszę ręce w geście poddania i zakrywam oczy ręką, nie patrząc na kolejną scenę publicznego ślinienia się. Fuj.
Po opatrzeniu Elli (apteczka w samochodzie jednak się przydaje) wsiadamy z powrotem do Range Rover'a i decydujemy, że wracamy do domu. Ale nie do mojego, ani Jared'a. Jedziemy do domu Elli. Po raz pierwszy odwiedzę dom Elli i jestem podekscytowany jak małe dziecko (hmm...). Ciekawi mnie, czy też ma pełno obrazów na ścianach, i czy ma biurko pod oknem. I czy ma wannę w łazience na górze, jak w ogóle ma górę.
- Mam ochotę na banana - stwierdzam nagle i moi towarzysze patrzą na mnie zmieszanym wzrokiem - No co, posiadanie własnego zdania chyba nie jest zabronione. Chcę banana, i go sobie zjem. Ella, macie w domu banany?
- Ethan, co Ty ćpałeś? - pyta Ella, śmiejąc się lekko.
- Tylko kokę, herę, i paliłem rano marychę - szczerzę się radośnie - ale poza tym to nic.
Dojeżdżamy pod jej dom i z wrażenia odbiera mi mowę.
Dobry wieczór! (z góry przepraszam za kiepski humor w tym rozdziale, ale późno jest na pisanie. :D) Rozdział wyjaśniający akcję z poprzedniego, pisany bardzo ekspresowo, bo ktoś się domaga rozdziału (pozdrawiam Ankę C.). Ogólnie, jadą do Elli, która ma zajebisty dom, ale cii, w kolejnym rozdziale się dowiecie reszty. I może będzie kolejny problem (tu się wiecznie coś dzieje!). Ale nic nie zdradzam, miłego czytania i dobrej nocy! Widzimy się (teoretycznie) jutro lub pojutrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za pozytywne komentarze, jak i krytykę. Przyjmujemy wszelkie sugestie i rady. :)