Hej! Powracam ja, Maks (szok i zaskoczenie, używam swego imienia), po tych dwóch dniach nieobecności. Na szczęście Marta (imię współautorki, szok i zaskoczenie po raz drugi XD) nadrobiła wszystko dosyć długim rozdziałem. Wiem, że pewnie mnie zlinczuje za podanie prawdziwych imion nieznajomym ludziom, ale yolo, będzie łatwiej się porozumiewać. I zdecydowaliśmy, że notka od autora będzie się pojawiać u góry, tak będzie sprawniej i wydajniej. Zapraszam na pełen emocji rozdział, tym razem z punktu widzenia Elli, żebyście mogli się dowiedzieć, co myśli i czuje Ella. Radzę się zaopatrzyć w pop-corn, bo rozdział będzię nieco ognisty.
Z punktu widzenia Elli
Wgapiam swój wzrok w zachodzące słońce, licząc na palcach, ile rzeczy już w swoim życiu spieprzyłam. Niestety, zabrakło palców. I niedługo zamierzam spieprzyć kolejną sprawę - związek z Jared'em... Ja po prostu nic do niego nie czuję. Już nie. Kiedyś był dla mnie podporą, aniołem zesłanym z góry, który utrzymywał mnie przy życiu. Teraz, gdy patrzę na niego, widzę najwyżej brata, albo kuzyna. Troszczy się o mnie niesamowicie, i wspiera mnie całym sobą, ale ja nie potrafię tego docenić. Emocje mnie rozpierają i nie potrafię sobie z nimi poradzić, więc kieruję się w stronę łazienki, w poszukiwaniu leku na stres i depresję. Podnoszę rękawy swetra i ukazuję swoim oczom liczne blizny, każda ciągnąca za sobą jakieś wspomnienie. Muskam kciukiem wiele z nich, przywołując jedno po drugim. Oczy mi się zaciskają, co sprawia, że pojedyncza łza spływa po moim policzku. Z papierka wyjmuję żyletkę i zwinnym ruchem tworzę kolejną rankę na mojej ręce, która szybko się zabliźnia. Są piękne. Te blizny są niczym tatuaże. Każda ma swoje znaczenie, każda ma niewidzialną datę i opis. Po zmyciu krwi z mojej ręki chowam żyletkę w najdalszym końcu półki, tak, aby przypadkiem nikt nie zauważył i opuszczam łazienkę.
Przy barku, w kuchni, siedzą Jared i Ethan, zawzięcie dyskutując na temat wczorajszego meczu. Wywracam oczami i podchodzę do nich, żółwim krokiem.
- Jakie plany na wieczór? - pytam weselej, niż zamierzałam.
- Nie wiem, możemy pograć w... - zaczyna Ethan, ale przerywa mu wyraźnie podekscytowany Jared.
- Zagrajmy w Twistera! - spogląda na nas błagalnym wzrokiem, na co my odpowiadamy wzruszeniem ramion.
Popędził na górę w poszukiwaniu planszy do Twistera, a Ethan i ja pozostajemy w ciszy, tylko nie tej niezręcznej, a bardzo zręcznej. Gapimy się na siebie wielkimi oczami. Jego źrenice wyraźnie się powiększają, a twarz robi się czerwona jak burak. Widać, że mu się podobam, i to bardzo, ale jak sam stwierdził, nie możemy zranić Jared'a, choćby nie wiem co. Problem polega na tym, że dziwnie się czuję w obecności Ethan'a. Czuję, że latam wysoko ponad chmurami, a rzeczywistość przestaje mieć znaczenie. Gdy jesteśmy tylko ja i on, w odległości kilku centymetrów od siebie, tylko Ethan się dla mnie liczy. To niesamowite, lecz bardzo wybuchowe uczucie. Kolejny powód do cięcia się, ekhem. Z moich przemyśleń wybijają mnie pierwsze słowa Ethan'a od kilku minut wpatrywania się na siebie.
- O czym myślisz? - spytał, z uśmieszkiem bandziora na ustach.
- O Tobie - stwierdzam, nie myśląc, co mówię. Nagle dociera do mnie co powiedziałam i oczy mi się wytrzeszczają. Ethan też nie kryje zaskoczenia. Pieprzę to, powiem mu wszystko, i tak nie mam nic do stracenia - Wiesz, jesteś mega dziwny, Ethanie Roche. Pojawiasz się w moim życiu i nagle przewraca się o 360 stopni. Od paru dni myślę tylko i wyłącznie o tobie. O twoich falistych włosach, o twoich idealnie białych i prostych zębach, o twoim sarkastycznym uśmieszku, który marzę, żeby zmieść z Twoich ust pocałunkiem, o Twoich pięknych oczach, o Twoim dywanie na klacie - Tu pojawia się lekki chichot ze strony Ethan'a - Ethanie, nie wiem, co się dzieje, ale przy Tobie tracę świadomość i bardzo bym chciała się z tego wyleczyć, ale nie potrafię. To tyle jeśli chodzi o mnie. Teraz po prostu wiesz, co czuję, ale nie zaprzątaj sobie tym głowy. To nie jest ważne. - uśmiecham się lekko i niezręcznie, co Ethan uznaje za kropkę.
- To jest bardzo ważne, w każdym razie dla mnie. Ja... ja nie mówię tego często, ale coś czuję do Ciebie, co sprawia, że zachowuję się jak idiota. Jak Ty jesteś blisko, to serce zaczyna mi łomotać i robię się niezdarny, i w ogóle, pieprzę głupoty. Nie wiem jak to nazwać, ale jeżeli to jest miłość, to miłość jest zajebistym uczuciem... - czerwieni się, ale mówi dalej - Nie znamy się długo, jednak czuję, jakbyśmy znali się wieczność. I to jest najbardziej niesamowite. Nie ma jakiejkolwiek niezręczności w naszych rozmowach, zawsze dokładnie wiem co powiedzieć, i Ty podobnie - przerywa, czekając na odzew z mojej strony. Ja stoję przed nim jak słup soli i nie wiem co powiedzieć. Zamurowało mnie. Jedyne, co w tej chwili potrafię wymówić, to jakieś nieznane naszemu językowi dźwięki, które Ethan'owi najwyraźniej wydają się zabawne. Po chwili docierają do mnie jego słowa i zbliżam się do niego, tak, że nasze nosy się stykają.
- Długo czekałam na tę chwilę, Roche. - stwierdzam, zamykając oczy oraz napawając się jego cudowną wonią mięty i limonki.
- Chwila, na którą czekałaś jeszcze nie trwa - otwieram oczy i wpatruję się w niego ze zdziwieniem. Wtedy obejmuje mnie w pasie i lekko łączy swoje wargi z moimi. Nawet taki pocałunek od Ethan'a sprawia, że prawie mdleję, więc nawet nie próbuję go pogłębiać. On ma inne plany...
Zmysłowym dotykiem warg przenosi mnie do miejsca, w którym raz już byłam. Znowu te iskierki namiętności, znowu te fajerwerki uczuć, które robią ze mną co chcą. Ethan otula mnie swoim ciepłym oddechem i pieszczotami sprawia, że chcę więcej. Ciągnę go za sobą na kanapę i zwinnym ruchem znajduję się na nim. Moje ręce bezwładnie dryfują pod jego koszulką, a on swoje trzyma pod moimi pośladkami. Ogromnie mnie to podnieca. Nagle mam ochotę zrzucić z niego całe jego ubrania i zacząć eksplorować całe jego ciało rękami. Niestety, wiek Ethan'a nie pozwala mi na to. Nie chcę iść znowu do paki, za przemoc seksualną na nieletnich tym razem.
Uśmiecham się w pocałunku, co Ethan zauważa i przerywa go po chwili.
- Czemu się uśmiechasz? - pyta w mega seksowny sposób.
- Bo ledwo się znamy, a całujemy się, jak niewyżyte seksualnie morsy w okresie godowym - odpowiadam, a on się śmieje.
- Wiesz, że nie możemy? - posmutniał Ethan.
- Wiem, ten matoł zaraz powinien wrócić - wzdycham.
- A tak właściwie... to czemu go tak długo nie ma? - Ethan podniósł się z pozycji leżącej.
- Nagle Cię to tak interesuje? Zakochałeś się czy co? - kuszę.
Mój... kochanek (?) chyba zrozumiał przekaz i objął moją szyję, gorącymi wargami wpijając się w moje. Drżąc z podniecenia pogłębiam pocałunek, nagle czując jak nasze języki łączą się w sposób niesamowicie erotyczny. Nie kontroluję się, z impetem zdzieram z niego czarną koszulkę, co go zaskakuje, ale nie pozwalam mu przerwać spotkania naszych ust. Chwilę po tym obsuwam się, czule muskając jego szyję językiem. Nagle zaciskam swoje usta na jednym z punktów, a Ethan jęczy z rozkoszy. Uśmiecham się figlarnie i powracam do jego warg. Nasze ręce już się nie kontrolują, i odnajdują najróżniejsze części naszych ciał, każdy jeden dotyk przyprawiający nas o drżenia. Na taki pocałunek czekałam. Takiego pocałunku nie mógł mi dać nikt inny oprócz Ethan'a.
Gdy słychać radosne skoki Jared'a w dół schodów, my siedzimy na kanapie, ubrani i śmiejący się z bardzo udanego żartu Ethan'a. Spoglądamy za siebie i wywracamy radośnie oczy, widząc podekscytowanego Jared'a. To co przed chwilą się działo było bardzo niesprawiedliwe i nie powinno się było wydarzyć, lecz było najpiękniejszą chwilą mojego życia. I śmiejemy się i bawimy się całą noc w pozornie nudną i idiotyczną grę, zapominając o 'problemie', lecz decyduję z Ethan'em na osobności, że będziemy musieli z czasem powiedzieć Jared'owi prawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za pozytywne komentarze, jak i krytykę. Przyjmujemy wszelkie sugestie i rady. :)