Powoli odjeżdżamy w blasku wschodzącego słońca. Jared wzdycha z ulgą.
- Nie sądziłem, że tak sprawnie nam pójdzie, ptasi móżdżku - uśmiecham się do Jared'a i uderzam go lekko w ramię.
- Hej! Nie musisz tak mocno... - śmieje się i oddaje o wiele silniej niż ja.
- Chłopaki, nie pobijcie się tu z tej radości! - woła Ella z tylnego siedzenia.
Miała bardzo subtelny i kobiecy głos. Lekka chrypka nadawała charakteru ostrej buntowniczki. Bardzo mi się to podobało. W ogóle, Ella mi się podobała. Jej rude włosy w świetle słońca mieniły się, a oczy koloru zielonego idealnie pasowały do jej ciemnej karnacji.
- Mam coś na twarzy, Ethan? - spytała rozbawiona Ella, spostrzegając, że się na nią gapię przez lusterko.
- Nie, nic nie masz na twarzy? O co Ci chodzi? - pytam zmieszany, kierując swój wzrok na ulicę przed nami.
- O nie! Ethan, nie uda Ci się to! - Jared spogląda na mnie surowo, i wiem co ma na myśli.
- Jared, przestań - jęczę - nie ukradnę Ci dziewczyny - mówię szeptem, tak żeby Ella nie usłyszała.
Nie mam zamiaru mu jej ukraść. Jest bardzo ładna, ale nic do niej nie czuję.
Po około 15 minutach docieramy do naszego ulubionego Starbucks'a, żeby opić naszą ucieczkę faworyzowaną przez nas karmelową latte macchiato.
- Wow, pierwszy raz tu jestem, i powiem jedno. Bardziej zajebistej kawy w życiu nie piłam! - wykrzyknęła Ella, raczej głośniej niż zamierzała.
- To taka nasza mała tradycja. Co tydzień w niedzielę jeździmy do Starbucks'a żeby uczcić każdy kolejny udany weekend! Teraz możemy uczcić inne, równie wesołe zjawisko - uśmiecham się niezręcznie do Elli, która odwzajemnia uśmiech.
- No... To ja skoczę do łazienki. Idzie ktoś? - pyta wesoło Jared.
- Ja pójdę - odpowiada Ella, wstając od stołu i patrząc na mnie - popilnujesz nam rzeczy? - pyta mnie z uśmiechem.
- No jasne! Nigdzie się stąd nie wybieram! - Śmieję się.
Gdy mija 15 minuta ich nieobecności, lekko wkurzony zmierzam w stronę toalety. Sprawdzam najpierw damską toaletę, gdzie znajduję tylko ciszę. Dopiero, gdy otwieram drzwi do męskiej toalety słyszę przeróżne odgłosy. Pukam w drzwi kabiny, z której się one wydobywają.
- Halo? Kończycie już? - chichram się, słysząc szepty.
- Yyy... Ethan? To Ty? - mówią jednym głosem i wybuchają śmiechem chwilę po tym.
- Moglibyście sobie darować bzykanie w publicznym kiblu... - stwierdzam niezręcznie.
Po dwóch minutach ciszy wychodzą z kabiny i śmieję się z nich, spoglądając do lustra.
Wracamy z toalety i siadamy przy stoliku. Dopiero po kilku minutach zauważamy jedną rzecz.
- Ej... Wie ktoś gdzie są nasze rzeczy? - pyta Ella, wyraźnie zaskoczona.
Po zapłaceniu za kawy, pospiesznie ruszamy do drzwi.
Hello! (piękna piosenka Adele, btw) Witam ponownie ja, bezimienny! :D W tym rozdziale wielka radość, sukces, i poranne popijanie pysznej kawy ze Starbucks (bardzo gorąco polecam). Rozdział uzupełniający, w przyszłym dużo więcej akcji. Mam nadzieję, że mimo wszystko miło się czytało, mi na pewno fajnie się pisało! Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, miłego wieczoru!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za pozytywne komentarze, jak i krytykę. Przyjmujemy wszelkie sugestie i rady. :)