Wreszcie znalazłam czas, żeby coś dodać. Baaaardzo długa przerwa, bo szkoła, nauka, konkursy, egzaminy, ale nie zapominamy o blogu. Poza tym staramy się pisać trochę dłuższe i bardziej dopracowane rozdziały. :P W tym rozdziale znowu przeżycia Elli. Zapraszam i miłego weekendu!! <3
---
Znowu... Ten sam scenariusz co cztery miesiące temu. Jazda radiowozem przez ulice Londynu, znowu strach, znowu łzy. Patrzę w okno i obserwuję zmieniające się światła wielkiego miasta, które po chwili zlewają się w jedno i nic już nie widzę. Odliczam ostatnie minuty wolności, które mi pozostały. Ile razy jeszcze będę przechodziła przez to piekło? Czemu ktoś nie pomoże mi i nie zrobi czegoś, czegokolwiek, żeby cierpiał winny? Gdzie, do cholery, jest Ethan? Gdzie Jared? Mają gdzieś to, co się ze mną dzieje! O nie, komenda... Teraz się zacznie!
Powoli, skutą w kajdanki, prowadzą mnie do budynku, w którym podjęta zostanie decyzja. Już nie będzie sądów, kuratorów, obrońców... Będzie wyrok i Prison Belmarsh. Gdy wchodzimy do środka pierwsze co widzę to komendant główny, który siedzi przy biurku i patrzy nieprzeniknionym spojrzeniem w moje oczy. Rozpoznaję go od razu: wysoki barczysty mężczyzna, z lekkim zarostem i włosami na jeża. Jacob Moran...
-Ella Henderson! Gdzie pani uciekła? Nie było miło w więzieniu? - pyta głosem, z którego kapie ironia.
-Ani trochę! - cedzę przez zaciśnięte zęby - Nie będę siedzieć za winy innych, zrozumiesz to w końcu?! Jakbyście ruszyli się i coś zrobili w tej sprawie, może znalazły by się dowody! Ale siedzenie i popijanie kawki jeszcze nie rozwiązało żadnego śledztwa.
-Widzę, ze więzienie nie stępiło ci języka, Henderson. Po co ci było uciekać? Nic miłego z tego nie wyjdzie. A co do Isaac'a Sullivana to już go przesłuchiwaliśmy kilka razy i nic to nie udowodniło. Masz jakieś dowody? - jego kpina i wrodzone okrucieństwo dźwięczy mi w uszach, przez co łzy po raz kolejny napływają do oczu. Jednak z tym tyranem w mundurze się nie dyskutuje, tylko czeka na wyrok. Nie można też pokazywać słabości, więc powstrzymuję płacz i nadal patrzę mu twardo w oczy.
-Miałam, ale nie obeszło was to. Dzwoń do ochrony Prison i spytaj się co znaleźli w celi 47.
-Uuuuuu... Nasz Sherlock coś znalazł. Proszę bardzo! Już dzwonię. - podnosi telefon i wybiera numer. Chwilę mówi coś przyciszonym głosem, ale na twarzy widać malujący się szacunek i... coś, jakby strach. Nagle wychodzi z pokoju zdenerwowany jak nigdy. Rozglądam się po uporządkowanym biurku. Leżą na nim dwie kartoteki: 'Ella Henderson', 'Isaac Sullivan'. Obydwie są tak odłożone, że mogę przeczytać co jest napisane. U Isaac'a widać duże 'GŁÓWNY PODEJRZANY'. W mojej, okrągłym pismem, widnieje wyraźne 'DO WYJAŚNIENIA'. Fala radości zaczyna mnie powoli zalewać i nie mogę powstrzymać śmiechu.
Po 5 minutach wraca Moran. Jest wściekły, ale też zmieszany.
-I co? - zagaduję znudzonym głosem.
-Nie masz prawa mieszać się w sprawy śledztwa! - wrzeszczy i widać, ze czuje się winny. Jestem już prawie spokojna, ale nie mam pojęcia co się stanie dalej.
Po półgodzinie bezczynnego siedzenia i milczenia, na komendę wpada dyrektor więzienia. Za nim dwaj policjanci wprowadzają Isaac'a. Jest poddenerwowany, a jego pewność siebie wyparowała. Oczy ma rozbiegane i chyba nie orientuje się w sytuacji. Nasze spojrzenia się spotykają i dopiero wtedy staje się znowu bezwzględny, a wściekłość rozlewa mu się po twarzy. Siada na krześle obok i gdyby nie kajdanki, które uniemożliwiają ruchy, chętnie rzuciłby się na mnie.
-Sullivan, jak to się stało, że Henderson trafiła do więzienia za ciebie? - irytacja Morana rośnie z każdym słowem.
-Nie było trudno wam to wcisnąć. Rzuciliście się na jedną słabą wskazówkę i od razu wydaliście wyrok. Idioci, którzy nie wysilą się, żeby winny był ukarany. Wsadzacie, kogo wam przyprowadzą. - twarz Isaac'a znowu wyraża obojętność.
-NIE MÓWI SIĘ TAK DO FUNKCJONARIUSZA! - Moran, cały czerwony ze złości, łapie chłopaka za ramię i potrząsa nim energicznie. - Wyprowadźcie go! - wyczerpany opada na fotel, ale szybko wraca do siebie i wlepia we mnie wzrok. Milczymy, ale nie przestajemy siłować się na spojrzenia.
-Będziesz się tak na mnie gapił, Moran, czy powiesz co teraz?
-Podpisz tutaj i jesteś... wolna. - chyba rzadko wypowiada to słowo.
Ze zdenerwowania ręce trzęsą mi się jak nigdy, ale udaje mi się złożyć w miarę czytelny podpis. Jeszcze czekam na zdjęcie kajdanków i jestem wolna.
-Rozprawa będzie 18. Żegnam!
-Bye, Moran! - rzucam i już mnie nie ma. Wychodzę i pierwszy raz od pół roku czuję, że naprawdę żyję i nie mam nic, czego mogłabym się bać. Wreszcie mogę odetchnąć swobodnie, przestać martwić się tym co będzie i czy w ogóle będzie. W mojej głowie wiruje jedna myśl. JESTEM WOLNA!!!
W tej chwili pod posterunek podjeżdża Range Rover Ethan'a. Jednak ze środka wychodzi czerwony ze złości Jared.
-Widzę, ze więzienie nie stępiło ci języka, Henderson. Po co ci było uciekać? Nic miłego z tego nie wyjdzie. A co do Isaac'a Sullivana to już go przesłuchiwaliśmy kilka razy i nic to nie udowodniło. Masz jakieś dowody? - jego kpina i wrodzone okrucieństwo dźwięczy mi w uszach, przez co łzy po raz kolejny napływają do oczu. Jednak z tym tyranem w mundurze się nie dyskutuje, tylko czeka na wyrok. Nie można też pokazywać słabości, więc powstrzymuję płacz i nadal patrzę mu twardo w oczy.
-Miałam, ale nie obeszło was to. Dzwoń do ochrony Prison i spytaj się co znaleźli w celi 47.
-Uuuuuu... Nasz Sherlock coś znalazł. Proszę bardzo! Już dzwonię. - podnosi telefon i wybiera numer. Chwilę mówi coś przyciszonym głosem, ale na twarzy widać malujący się szacunek i... coś, jakby strach. Nagle wychodzi z pokoju zdenerwowany jak nigdy. Rozglądam się po uporządkowanym biurku. Leżą na nim dwie kartoteki: 'Ella Henderson', 'Isaac Sullivan'. Obydwie są tak odłożone, że mogę przeczytać co jest napisane. U Isaac'a widać duże 'GŁÓWNY PODEJRZANY'. W mojej, okrągłym pismem, widnieje wyraźne 'DO WYJAŚNIENIA'. Fala radości zaczyna mnie powoli zalewać i nie mogę powstrzymać śmiechu.
Po 5 minutach wraca Moran. Jest wściekły, ale też zmieszany.
-I co? - zagaduję znudzonym głosem.
-Nie masz prawa mieszać się w sprawy śledztwa! - wrzeszczy i widać, ze czuje się winny. Jestem już prawie spokojna, ale nie mam pojęcia co się stanie dalej.
Po półgodzinie bezczynnego siedzenia i milczenia, na komendę wpada dyrektor więzienia. Za nim dwaj policjanci wprowadzają Isaac'a. Jest poddenerwowany, a jego pewność siebie wyparowała. Oczy ma rozbiegane i chyba nie orientuje się w sytuacji. Nasze spojrzenia się spotykają i dopiero wtedy staje się znowu bezwzględny, a wściekłość rozlewa mu się po twarzy. Siada na krześle obok i gdyby nie kajdanki, które uniemożliwiają ruchy, chętnie rzuciłby się na mnie.
-Sullivan, jak to się stało, że Henderson trafiła do więzienia za ciebie? - irytacja Morana rośnie z każdym słowem.
-Nie było trudno wam to wcisnąć. Rzuciliście się na jedną słabą wskazówkę i od razu wydaliście wyrok. Idioci, którzy nie wysilą się, żeby winny był ukarany. Wsadzacie, kogo wam przyprowadzą. - twarz Isaac'a znowu wyraża obojętność.
-NIE MÓWI SIĘ TAK DO FUNKCJONARIUSZA! - Moran, cały czerwony ze złości, łapie chłopaka za ramię i potrząsa nim energicznie. - Wyprowadźcie go! - wyczerpany opada na fotel, ale szybko wraca do siebie i wlepia we mnie wzrok. Milczymy, ale nie przestajemy siłować się na spojrzenia.
-Będziesz się tak na mnie gapił, Moran, czy powiesz co teraz?
-Podpisz tutaj i jesteś... wolna. - chyba rzadko wypowiada to słowo.
Ze zdenerwowania ręce trzęsą mi się jak nigdy, ale udaje mi się złożyć w miarę czytelny podpis. Jeszcze czekam na zdjęcie kajdanków i jestem wolna.
-Rozprawa będzie 18. Żegnam!
-Bye, Moran! - rzucam i już mnie nie ma. Wychodzę i pierwszy raz od pół roku czuję, że naprawdę żyję i nie mam nic, czego mogłabym się bać. Wreszcie mogę odetchnąć swobodnie, przestać martwić się tym co będzie i czy w ogóle będzie. W mojej głowie wiruje jedna myśl. JESTEM WOLNA!!!
W tej chwili pod posterunek podjeżdża Range Rover Ethan'a. Jednak ze środka wychodzi czerwony ze złości Jared.
Suuuper <3 <3 <3
OdpowiedzUsuń