1 stycznia 2016

18.

Hey, hey, hello! Witam po długiej przerwie... Nie miejcie nam tego za złe, przygotowania do Świąt, same Święta i wypad w rodzinne strony. Dzisiaj po tylu dniach w końcu znalazłem czas, aby coś napisać. Tym razem rozdział z punktu widzenia Jareda. Zapraszam do czytania i życzę miłego wieczoru.

Nerwowym ruchem przekręcam kluczyki, po czym z impetem wybiegam z auta, kierując się w stronę stojącej niedaleko Elli. Moje ciało ogarnia furia. Czuję, jak moja twarz nabiera bordowego koloru. Gdy znajduję się twarzą w twarz z rudowłosą, rzucam jej spojrzenie pełne obrzydzenia.
- Jared, co się stało? - pyta zatroskanym głosem. - Wyglądasz na zdenerwowanego.
Brawo, Sherlocku. Prycham i posyłam jej sarkastyczny uśmiech.
- Nic się nie stało... Troszkę posmutniałem, bo pewna suka zdradziła mnie z moim najlepszym kumplem, ale ogólnie to wszystko w porządku. Chcesz porozmawiać przy kawce i poplotkować o chłopcach? Możemy się wybrać do galerii. - Sarkazm w moim głosie jest wyczuwalny na kilometr. Zatroskanie Elli znika i tym razem to ona czerwienieje, najwyraźniej z zawstydzenia. Jej zaszklone oczy latają ze wściekłością, a dłonie dygoczą.
- To nie... tak... jak... myślisz. - Tłumaczy się, zachrypniętym i łamiącym się głosem.
- Sranie w banię. Myślisz, że nabiorę się na taki shit? Nie jestem idiotą, widzę, co się dzieje między wami. Zresztą, Ethan mi wszystko powiedział.
Widząc jej zaskoczoną minę, kontynuuję.
- No co się gapisz jak sroka w gnat? Twój kochanek nie dotrzymał danego Ci słowa, przykro mi. - Mówię z udawanym smutkiem. - Myślałaś, że się nie dowiem. Pamiętasz jak poszedłem po Twister'a na strych? - Uśmiecham się drwiąco. - Pamiętasz czy nie?!
Ella lekko kiwa głową, zbyt roztrzęsiona by cokolwiek powiedzieć.
- Wszystko widziałem. Wasze słodkie pocałunki, zrzucanie ciuszków i niedoszły seks. Nie znaleźliście gumki? - Śmieję się cicho. - No. To by było na tyle. Powiedz mu, że zabieram to cacko - wskazuję palcem na lśniącego Range Rover'a, - na jakiś czas.
Zadowolony ze swojej przebiegłości i pewności siebie, powoli zmierzam do auta, machając Elli na pożegnanie. Zostawiam ją na chodniku, zapłakaną i niezdolną do ruchu, i z piskiem opon odjeżdżam z miejsca naszej konwersacji.

W nieubłaganie dłużącej się drodze do Starbucks'a myślę o mojej byłej dziewczynie. Zastanawiam się, dlaczego tak naprawdę mnie zdradziła. Było jej ze mną aż tak źle? Co, byłem zły w łóżku? Może nie poświęcałem jej tyle czasu, ile powinienem... Ocierając dłonią pierwsze łzy, sięgam do kieszeni, z której wyciągam srebrny pierścionek z diamentem, który jeszcze niedawno miałem w planach wręczyć Elli. Od dawna planowałem się jej oświadczyć. Chciałem spędzić z nią resztę swojego życia, założyć z nią rodzinę, wprowadzić się do własnego domu. Chciałem, żeby była szczęśliwa ze mną. A teraz co? Dowiaduję się o zdradzie. I to z kim... Zatrzymuję się na poboczu i wychodzę z auta, ściskając w pięści pierścionek.
- Brzydzę się tobą, Ello Henderson - mówię do siebie połgłosem - Okrutnie się tobą brzydzę. Zapłacisz mi za to, co zrobiłaś. Już niedługo.
Złowieszczo chichocząc, zagłębiam się w las i chwilę potem zatrzymuję się, spoglądając w dół do wykopanego wcześniej dołu. Bez zawahania wrzucam tam diamentowy pierścionek i wracam do samochodu. Ella nawet się nie spodziewa, co mam w zanadrzu. Ponawiam diaboliczny śmiech i odjeżdżam.

30 minut później
Ni stąd ni zowąd, na niebie pojawiają się czarne chmury, zwiastujące burzę. Dziwię się, że akurat teraz będzie burza. Ostatni raz w Londynie trzaskało piorunami kilka miesięcy temu. Gruba pierzyna przykryła już całe niebo, gdy w oddali dostrzegam jasny zygzak. Chwilę potem rozlega się dźwięk potwornego grzmienia, poprzedzonego powolnym pokropywaniem deszczu. Fantastycznie, myślę. Zwiększam prędkość, chcąc wymigać się z jazdy w deszczu. Dopada mnie mimo wszystko. Nawierzchnia staje się śliska, w związku z tym włączam tryb 4x4. Słońce zaczyna zachodzić, zwiastując nastanie nocy. Jeszcze lepiej. Włączam światła długie, żeby nie oślepnąć w tej szarówce. Gdy wymijam auto gwałtownie zwalniające przede mną, spostrzegam auto nadjeżdżające z przeciwnej strony. Próbuję zahamować, zawzięcie wciskając pedał hamulca, bez skutku. Wtedy zdaję sobie sprawę z tego, że jest za późno. Masywny Jeep Commander wbija się w przód mojego wozu. Poduszki powietrzne się otwierają,  a moja głowa uderza w przednią szybę, tłukąc ją. Czuję, jak tracę kontakt z rzeczywistością...

Otwieram powoli oczy. Oślepiające światło przeszywa moje gałki oczne, zmuszając mnie do ponownego ich zamknięcia. Po chwili mrużenia ich, moje oczy przyzwyczajają się do kilku reflektorów zwisających z nieba. Przekręcam głowę o parę centymetrów w lewo, próbując dostrzec maszynę, z której dobiega donośne pip. Monitor EKG... Czyli jestem w szpitalu. Gdy okręcam głowę w drugą stronę, zaczynam czuć nieznośny, pulsujący ból w mojej czaszce. Wydaję z siebie krótki jęk i próbuję unieść ręce, aby pomasować skronie. Ani drgną. Zaczynam panikować. Wiercę się na łóżku szpitalnym i z całych sił próbuję poruszyć dłońmi. Nadal nic. Ból głowy się nasila, a ja wołam pielęgniarkę, oczekując natychmiastowej reakcji.
- Nie spieszcie się, ja poczekam, - wykrzykuję z jadem w głosie. - przyjdzie tu ktoś?!
Po kilku minutach szamotaniny i wołania o pomoc, do pokoju pospiesznie wkracza, Siostra Dorota. Phi.
- Co pan wyprawia?! - rzuca agresywnym tonem. - Ma pan leżeć i się nie...
- Nie mogę ruszyć rękami! - przerywam jej.
- Pańskie ręce są sparaliżowane po wypadku. Za kilka godzin wszystko powinno wrócić do normy. - odpowiada jakby od niechcenia.
- Zaraz, zaraz... Jakim znowu wypadku? - pytam, marszcząc czoło.
- No jak to... Nie, tylko nie to! Jak się pan nazywa?
- Ale po co...
- Jak się pan nazywa?! - ponawia pytanie, zdesperowanym głosem.
Tak szczerze to nie wiedziałem, czy Thomas czy James... a może Zack?
- Yyy... nie wiem jak się nazywam. A powinienem?
- Matko Boska... Amnezja powypadkowa. Muszę się skontaktować z lekarzem. Proszę tu leżeć do mojego powrotu!

Wypadaa jak poparzona i zostawia mnie samego w białej szpitalnej sali. Znając życie, pewnie psychiatryka. Pytanie brzmi: Jak ja się tam znalazłem? Nie pamiętam nic od obudzenia się, ani jak się tu znalazłem, ani co było przed wypadkiem... Wypadkiem... Jakim wypadkiem? Miałem wypadek? Muszę się jak najszybciej dowiedzieć... Ale może najpierw się trochę zdrzemnę. Sen dobrze mi zrobi. Zaraz potem zasypiam w głęboki sen i śnię o rudowłosej dziewczynie. Budzą mnie odgłosy konwersacij dwojga ludzi - kobiety i mężczyzny.
- Czy on ma szansę przeżyć? - pyta zapłakany, młody chłopak.
- Panie Roche - stwierdzam, że to pan doktor - obawiam się, że szanse na przeżycie pańskiego kolegi są nikłe. Wypadek zdziałał bardzo wielkie szkody w mózgu pana Dawsona, więc jeśli w ciągu kilku następnych minut nie rozpoczniemy opercji, pacjent nie przeżyje.
Pacjent nie przeżyje.
Mogę umrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za pozytywne komentarze, jak i krytykę. Przyjmujemy wszelkie sugestie i rady. :)